- Jeden z radnych Ziemi Grodziskiej stwierdził podczas sesji absolutoryjnej, że na temat budżetu i jego wykonania, będzie mówił ogólnie, bo ludzie często nie zwracają uwagi na liczby.
- Mam tego świadomość, dlatego całe swoje wystąpienie w dyskusji nad wykonaniem budżetu, zawierające dane liczbowe, przekazałam do protokołu. Zachęcałam też innych radnych, z grupy, jak to określił Henryk Tuszyński (szef ugrupowania Grodziszczanie), „nietrzymającej władzy”, by zrobili podobnie.
- Czy mogłaby Pani przybliżyć naszym Czytelnikom dlaczego osoba z tak bliskiego do niedawna otoczenia burmistrza, tak ostro występuje obecnie przeciw niemu?
- Oczywiście, bardzo proszę. Nasze drogi już dawno się rozeszły. Pierwsze poważne różnice zdań miały miejsce już w 2006 r. i dotyczyły wynagradzania pracowników niepedagogicznych oświaty. Ja inaczej niż Grzegorz Benedykciński pojmuję pracę dla dobramieszkańców. Podam tylko jeden przykład. Dla mnie kuriozalne jest to, że w tym samym czasie kiedy w mieście pojawiły się olbrzymie słupy z plakatami (jakimi, wiadomo), w szkołach gorączkowo szukano oszczędności, a przecież pieniądze na jedno i drugie pochodzą z tej samej kasy od tych samych mieszkańców. Komu służy pieniądz wydany na oświatę, a komu kolorowy plakacik?
czytaj w gazecie str. 2





