Rozmowa z reżyserem Markiem Brodzkim, twórcą m.in. Wiedźmina, a także najnowszego filmu Stepy, kręconego częściowo w Stawisku.
Jak zaczęła się Pana przygoda z filmem?
Marek Brodzki: Moja kariera z filmem rozpoczęła się kiedy jeszcze byłem na studiach. Już wówczas myślałem o tym, że kino jest takim medium, które może przekazać najwięcej treści i jest taką sztuka, która jest mi najbliższa. Interesowałem się wtedy muzyką, aktorstwem, malowałem obrazy i zajmowałem się wieloma artystycznymi rzeczami. Pomyślałem, że to wszystko razem zawiera się właśnie w takim medium jakim jest kino. Także jak skończyłem studia udało mi się dostać pracę asystenta reżysera i tak się zaczęło. Pracowałem przez kilkanaście lat najpierw jako asystent, potem jako drugi reżyser, aż w końcu zacząłem sam reżyserować filmy.
Ta praca daje Panu pewnie satysfakcję.
Tak, oczywiście. Reżyserowanie jest specjalnym rodzajem sztuki. W filmie, jak już mówiłem, można połączyć bardzo wiele dziedzin: muzykę, grę aktorów, fotografię, ale przede wszystkim jest to przenoszenie pewnych treści. Jeśli my, jako artyści, chcemy o czymś mówić i dyskutować, tak żeby dotarło to do jak największej ilości odbiorców, to film jest medium które jest najbardziej nośne. Wiele ludzi chodzi do kina czy ogląda telewizję. To oczywiście sprawia bardzo wiele satysfakcji, jeżeli można robić filmy, które nawet jeśli budzą kontrowersję to są oglądane i pobudzają do myślenia..
Co jest Pana inspiracją do pracy?
Właściwie to świat, który nas otacza, ale też świat pewnych fantazji, który możemy znaleźć w literaturze czy w opowieściach. Wszystko to, co jest ciekawe i co nas w jakiś sposób interesuje czy zachwyca. Nawet to, jak czasami jadę autem i widzę jak zachodzi słońce, to wówczas nawet ta przednia szyba w moim samochodzie kojarzy mi się z ekranem filmowym, a jeszcze jeśli gra muzyka to od razu jest gotowy film. Pytanie o inspiracje jest ważne, bo trzeba się zastanowić o czym, na przykład ja, chciałbym robić filmy. Uważam, że warto jest robić filmy o takich wartościach jak miłość, jak przyzwoitość czy honor. To są rzeczy które się nigdy nie przewartościowują.
Czyli chce Pan przekazywać jak najwięcej treści...
Chodzi o to, żeby przez film mówić do ludzi, żeby coś mogli w tym przekazie znaleźć coś dla siebie. Zostawiamy widzowi wolność wyboru. Albo mu się coś podoba albo mu się coś nie podoba. Albo coś przyjmuje albo nie przyjmuje, ale wydaje mi się, że obowiązkiem naszym jest mówić o rzeczach, które są ważne. Może wtedy z tego będzie płynąć jakaś nauka. To już zależy od odbiorców, ale my powinniśmy próbować.
Na jakie trudności napotykacie najczęściej, jako filmowcy?
To zależy. Trudności może nam sprawić na przykład pogoda. Nigdy nie przewidzimy czy nagle nie spadnie deszcz albo czy nagle będzie świecić słońce. To są takie problemy z którymi się często borykamy. Trudności może sprawić pozyskianie sponsorów, a potem cała ogromna praca nad kostiumami i nad rekwizytami. To są takie trudności, które są wpisane w ten rodzaj pracy i są one do pokonania.
Jaki jest Pana największy sukces?
Właściwie (śmiech) moje największe sukcesy są jeszcze przede mną. Wszystko co do tej pory zrobiłem to jest według mnie jakiś etap. Nie chciałbym określać czegoś, co jest moim sukcesem. Jest nim to, że mam rodzinę, jestem zdrowy i jeszcze wiele mogę zdziałać. Z tego się cieszę i raczej wolałbym patrzeć w przyszłość i tam widzieć jakieś sukcesy. Tak naprawdę to całe nasze życie polega na wiecznym szukaniu czy doskonaleniu się. Ważne jest to, co mamy dzisiaj i cieszmy się z tego.
Pracował Pan w teatrze. Jakie są różnice między pracą w teatrze a na planie?
To jest zupełnie inny rodzaj pracy. Teatr to jest żywe słowo, żywy aktor, który mówi do żywych ludzi w bezpośrednim kontakcie. Natomiast kino daje pewien dystans. Ludzie oglądają grę aktorów, ale nie ma między nimi takiej bliskości jaka występuje na scenie. To jest zupełnie innego rodzaju energia, kiedy przenika z ekranu do ludzi i zupełnie inna, kiedy stoi tam żywy człowiek, który gra i przeżywa. Aktorzy na scenie karmią się energią widzów. Jeżeli widzą
że to, co grają odnosi skutek, że są rozumiani, że ludzie którzy siedzą na widowni przeżywają to, co się dzieje na scenie, to w pewnym sensie to ich uskrzydla. Grają wtedy zupełnie inaczej. Natomiast to, co jest na ekranie działa tylko na widownię, ale na ekran raczej nie podziała.
Może Pan opowiedzieć o produkcji, na planie której znajdujemy się dzisiaj?
Tak. To jest polsko-belgijski film. Nazywa się „Stepy”. Opowiada o historii młodej Polki, która w 1942 roku została aresztowana przez NKWD i zesłana na daleki wschód. W tym przypadku będzie to Kazachstan, do którego wybieramy się po zdjęciach tutaj - w Stawisku. Tam będziemy cały miesiąc pracować w okolicach Almaty.
Chce Pan przekazać coś Czytelnikom?
Namawiam wszystkich, którzy będą to czytali, do tego, żeby nie rezygnowali ze swoich marzeń. Ja marzyłem o tym, żeby robić filmy i to mi się udało. Żeby inwestowali w siebie. Już nie mówię o tym, że trzeba uczyć się języków, bo to jest podstawa w dzisiejszych czasach, kiedy możemy podróżować gdzie tylko chcemy i musimy się porozumiewać, ale to jest też kwestia pracy, którą kiedyś będziemy chcieli wykonywać. Namawiam wszystkich do tego, żeby byli dla siebie dobrzy, i żeby się szanowali. Bądźmy dobrymi ludźmi i wszystko też będzie dobrze. To jak nasz kraj będzie wyglądał w przyszłości zależy właśnie od was, więc byłoby fajnie, gdyby było przyzwoicie i przyjemnie.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Aleksandra Stegienka





